niedziela, 2 września 2012

Brown in Krakow

Sens używania aparatu tkwi w jego bezsensownym czasem, używaniu. 
W jakim miejscu bym nie była - zaczynam od jedzenia. Si madame, obowiązkowo kawa. 
Kraków końcem lata jest o wiele weselszy niż okolice w których mieszkam. Może to dzięki przeróżnym kulturowo ludziom, którzy bez względu na wiek, bez obaw łączą wszystkie kolory tęczy i wszystkie style ze sobą. Przeżuwając gryz jabłka ubolewam nad zawartością szafy, która nie może pochwalić się zasobem eleganckiej odzieży jaką przystało przyodziać w ten piękny dzień rozpoczęcia roku szkolnego. 












czwartek, 23 sierpnia 2012

Freshness, lightness, airiness...

W upały wolę, żeby latało mi coś koło nóg, niż skrawki jeansu przyklejały się do tyłka. Dlatego też w upalne niedzielne popołudnie, na koncert charytatywny wybrałam leciutką jak piórko spódnicę i Danielę od trzymania aparatu. ;-)







czwartek, 16 sierpnia 2012

Womanish lunch ;-)


Mówi się, że kobieta kobietę zrozumie, stąd babskie wieczory i płakanie do słuchawki po nocach. 
Dzisiaj nie noc, lecz obiad stał się babskim wypadem na małe co nieco. 












 


 

piątek, 27 lipca 2012

Happy SURFER need coffee and the Magic Mike at the side!


Nie wiem jak bardzo dzień urodzin może być pokręcony, ale wiem, że stres i nerwy mogą postawić na nogi szybciej niż zgrzewka redbull'a. Bez wsparcia moich osobistych aniołów, zapewne nie byłoby mowy o świętowaniu. Teraz do szczęścia potrzeba mi tylko podpisanego zaświadczenia, że jako przyszła chrzestna jestem w stanie łaski uświęcającej no i jakichś trzewików do sukienki...





środa, 25 lipca 2012

Unconcern

Nie powiem, że film o striptizerach był mi potrzebny do życia, ale nie żałuję że poszłam i poświeciłam dwie godziny na wpatrywanie się w wyświetlany na ekranie w regularnych odstępach czasowych męski tyłek opięty różowymi stringami. Dobra, może i przez jakiś czas po obejrzeniu wszędzie widziałam facetów odzianych w skórzane majtasy, chwała Ojcu - nie na długo. 






niedziela, 22 lipca 2012

Coffee pleasure for the spirit

Trzeba przyznać, że zazwyczaj trzeba się poświęcić lub z czegoś zrezygnować, żeby komuś wyryć zachwyt na twarzy. Ale w sumie o to dzisiaj chodzi, żeby zadowalać innych.
Bo dla ducha najlepsza jest radość przyjaciela. Wtedy nawet ogromne poświęcenie smakuje jak...dobitna latte z puszystą pianką. Niedzielny wieczór czas zacząć.